Książka, Recenzje

Recenzja przedpremierowa: Kredziarz – C.J. Tudor

kredziarz c j tudor

Po skończeniu oglądania serialu Stranger Things (byłam w komfortowej sytuacji, bo zaczęłam go oglądać dopiero po premierze drugiego sezonu) nadal tęsknię za jego klimatem. Dlatego też zainteresował mnie Kredziarz, którego porównuje się do produkcji braci Duffer.

Czy książka jest podobna do serialu? W małym stopniu. Co je łączy? Małe miasteczko, lata 80, grupa przyjaciół, w której znajduje się rudowłosa koleżanka, nawiązania popukulturowe i tajemnice. Jednak tak jak w Stranger Things mamy do czynienia z czymś z nie z tego świata, tak w Kredziarzu wszystko jest jak najbardziej realne. Choć bardzo zagmatwane. I tak, jak dzieciaki z Hawkins porozumiewały się przez krótkofalówki tak ich angielscy koledzy mają swój własny kod – ludziki narysowane kredą. I to właśnie one są jedną z kluczowych kwestii w tej powieści.

Bowiem to właśnie one wskazują miejsce, w którym leży poćwiartowane ciało młodej dziewczyny znalezione przez głównego bohatera i jego kumpli. Tajemnicza zbrodnia wstrząsa mieszkańcami małej mieściny. Nie wiadomo kto to zrobił i dlaczego.

A jeszcze dziwniejsze jest to, że duchy przeszłości dają o sobie znać po trzydziestu latach od tego zdarzenia. Tajemnicze listy, zabójstwo jednego z członków dawnej ekipy z dzieciństwa. Tyle niewiadomych, czy więc po takim czasie znajdą się odpowiedzi?

 

Wydaje nam się, że chcemy poznać prawdę, ale w rzeczywistości interesuje nas tylko ta jej wersja, która nam pasuje. Taka już jest ludzka natura. Zadajemy pytania i mamy nadzieję, że usłyszymy odpowiedzi, które chcemy usłyszeć. Problem w tym, że prawdy nie można sobie wybrać. Prawda ma to do siebie, że po prostu jest. Można jedynie dokonać wyboru, czy w nią uwierzyć, czy nie. [s.219]

 

Do angielskich dzieciaków nie przywiązałam się w taki sam sposób jak do tych pochodzących z Hawkins. Niestety, tych książkowych bohaterów nie da się polubić. Albo mnie się to nie udało. Może brakuje przedstawienia tej historii trochę z ich perspektywy. Może brakuje im tego „czegoś”, co sprawiałoby, że poczułabym do nich jakieś przywiązanie albo chociaż nić sympatii. A może chodziło właśnie o to, że ci bohaterowie mają pozostać czytelnikowi zupełnie obojętni.

Historia w książce biegnie dwutorowo – rozdziały naprzemiennie przedstawiają wydarzenia z 1986 roku i 2016 roku. Poznajemy więc całą paczkę jako dorosłych ludzi. Wiemy, co u nich się mniej więcej działo przez te wszystkie lata, ale tylko tyle ile wie sam główny bohater.

Kredziarz mnie zaskoczył, co oczywiście jest atutem powieści. Nie udało mi się od razu domyślić o co w tym wszystkim chodzi, ponieważ C.J. Tudor sprawnie wodziła mnie za nos, podsuwając coraz dziwniejsze podpowiedzi, choć nie za każdym razem wpadałam w pułapki autorki. Miło spędziłam przy nim czas, ale ta książka raczej nie pozostanie w mojej pamięci na długo. A na pewno nie zdobyła mojego serca, tak jak Stranger Things.

 

Zobacz także:
— Troje
Autor: C.J. Tudor
Tytuł: Kredziarz
Oryginalny tytuł: The Chalk Man
Wydawnictwo: Czarna Owca
Data wydania: 28.02.2018
Stron: 384
Tłumaczenie: Piotr Kaliński

 

Egzemplarz do recenzji udostępniło Business & Culture