Film, Recenzje

Trzy metry nad niebem (2010)

Trzy metry nad niebiem
 
Reżyseria: Fernando González Molina
Tytuł: Trzy metry nad niebiem
Oryginalny tytuł: Tres metros sobre el cielo
Data premiery: 3.12.2010
Czas trwania: 1 godz. 58 min.
Obsada: María Valverde, Mario Casas,…
Książka: Trzy metry nad niebem – Frederico Mocca

 
 
 
 
 

Z początku byłam negatywnie nastawiona do tego filmu. Z ręką na sercu nie chciałam go oglądać. Włączyłam go tylko mojej mamie, bo sama uważałam go, za ckliwe romansidło, a jeśli nawet to zawsze o ile to tylko możliwe działam z zasadą „najpierw książka, później film”. Niestety, tak się nie stało. Takie są uroki dzielenia pokoju z kimś. Choćbym chciała i tak słyszałam i mimowolnie zaglądałam w tył na ekran telewizora. No cóż… efekt tego był taki, że nie wytrzymałam, wgramoliłam i umieściłam się wygodnie na łóżku i po prostu przepadłam.

Historia jest z pozoru banalna, jednak z upływem czasu staje się słodko-gorzką opowieścią o pierwszym, nastoletnim uczuciu. Od nienawiści do miłości. Tak to dokładnie można opisać. Choć można przyczepić się do tego, że te relacje między Hache (Mario Caracas), a Babi (María Valverde), ewoluują zbyt szybko. Z jednej strony to prawda, jednak z drugiej już od początku widać, że tych dwoje ma się ku sobie i tylko kwestią czasu pozostaje, kiedy wreszcie zaczną się do siebie zbliżać. Widać, że Babi jest rozsądną dziewczyną, a nie taką, która chce się tylko zabawić, także nie dziwię jej się, kiedy wreszcie dała się przekonać na pierwsze spotkania z chłopakiem. To jedna z przedstawicielek, choć odrobiny romantyczności.

Oprócz tego można też zapoznać się z trudną historią Hache. Dzięki retrospekcjom dowiadujemy się, dlaczego dziś nastolatek zachowuje się tak, a nie inaczej. Co doprowadziło go do takiego stanu i jakie pobudki nim kierują teraz. Dlaczego tak łatwo wpada w złość i uczestniczy w tak niebezpiecznych rozrywkach. Zaś na podstawie Babi można zobaczyć, jak łatwo niektóre osoby zmieniają się pod wpływem towarzystwa. To tak typowe zachowania dla tej grupy wiekowej i tu widać wyraźnie, jak szybko to zachodzi, nawet nie mając o tym pojęcia.

 
trzy metry nad niebem María Valverde, Mario Casas
 
 

Chwile radości przeplatają się wraz ze smutkiem. Film naprawdę zaskakuje swoją melodramatyczną akcją. I końcówką. Nieprzewidywalną i niebanalną, bo mało filmów nie kończy się tak, jak większość by tego chciała. A ta ekranizacja właśnie do tych należy. Do tych o niezwykle mocnym i wzruszającym zakończeniu. Bo to właśnie one sprawiły, że przez ostatnie trzydzieści minut ryczałam jak bóbr i nie mogłam uwierzyć w to, co oglądam.

Trzy metry nad niebem jest drugim filmem o tym tytule i zainspirowanym powieścią, ten jednak różni się od wcześniejszego, tym że jest produkcji hiszpańskiej, nie zaś włoskiej, tak jak książka. Kiedyś może i z nią się zapoznam, ale obecnie jakoś nie czuję takiej potrzeby. Może jest podobnie, jak z tą ekranizacją i po raz kolejny się mylę, ale jakoś odpycha mnie ta wersja niż przyciąga. Może przełamię się po powieści Mocci. Może.

Nie żałuję zapoznania się z tą ekranizacją. Sprawiła ona jedynie, że mam ochotę jak najszybciej zapoznać się z książkowym pierwowzorem, bo bez tego, pewnie jeszcze by sobie na to trochę poczekał. Teraz z pewnością też tak będzie, ale przynajmniej, jeśli nadarzy się jakaś okazja i znajdę gdzieś Trzy metry nad niebem Federico Mocci w okazyjnej cenie, na pewno ją kupię. Jedyną rzeczą, jaką jeszcze muszę zrobić po tym filmie, to obejrzeć jego kontynuację – Tylko ciebie chcę. Jestem bardzo ciekawa, czy on również poruszy moje serce w taki sposób. 

 
Ocena: 10/10
 
Źródło zdjęć: filmweb