Książka, Recenzje

Żelazny cierń – Caitlin Kittredge





Autor: Caitlin Kittredge
Tytuł: Żelazny cierń
Seria: Żelazny kodeks #1 (The Iron Codex)
Oryginalny tytuł: The Iron Thorn
Wydawnictwo: Jagaur
Data wydania: 4.04.2012
Stron: 456
Ocena: 7/10

Co może czuć dziewczyna, której
matka jest zamknięta w zakładzie psychiatrycznym, jej własny brat rzucił się na
nią nożem i w dniu swoich szesnastych urodzin uciekł z domu, a swojego ojca
nigdy nie widziała? No tak… Pozostał jeszcze nekrowirus, który niedługo opanuje
i jej mózg, tak samo jak jej rodzicielkę i rodzeństwo. Nie może pokazywać po
sobie oznak żadnego obłędu. Nie może pokazać po sobie tego, że wierzy w jakąkolwiek
magię, bo herezja jest tępiona przez Nadzorców i racjonalistów. Magia nie
istnieje, istnieje tylko nekrowirus, a każdego heretyka traktuje się wielką
parująca maszyną, tak samo jak przez wieki paliło się czarownice na stosie.
Lovecraft broni się przed wszelkimi jego oznakami, tak samo jak przed istotami
zarażonymi wirusem – ghulami czy dzierzbami. Taką dziewczyną jest właśnie
piętnastoletnia Aoife Grayson. Młoda studentka Akademii Lovecraft, inżynierka,
sierota. Byłaby zupełnie sama gdyby nie jej najlepszy przyjaciel Calvin
Duanton. Bo co jej z matki, Nerissy, która żyje w świecie swoich obłąkańczych
snów, wyjętych z heretyckich baśni? Aż strach pomyśleć, że czeka ją to samo.
Taki już los jej rodu. Ale co jeśli to nie jest nekrowirus? Co jeśli jest to
zupełnie innego i nie wiąże się z żadną chorobą, z żadnym wirusem? I gdzie jest
jej brat Conrad, który pewnego dnia listownie wzywa pomocy, bo odkąd odszedł
tylko tak się porozumiewają? Musi go odnaleźć. Pomóc mu jak tylko może. W tym
celu ucieka z Akademii razem ze swoim przyjacielem na Nocny Targ i odnajduje
przewodnika, który musi zaprowadzić ich do Graystone – posiadłości jej ojca.
Podczas podróży muszą oglądać się za siebie, aby nie dopadły ich Mechaniczne
Kruki Nadzorców. Podczas wyprawy i pobytu w Graystone dowie się prawy o sobie i
bliskich. Gdzie jest jej zaginiony brat? Gdzie go szukać? Jaką wiedzę posiądzie
Aoife? Czego dowie się w Graystone? Czy odnajdzie rodzeństwo i pozna wreszcie
swojego ojca? Czym tak naprawdę jest nekrowirus?
„Pamiętajcie,
że ci, którzy wydadzą swoich występnych współlokatorów, zostaną odpowiednio
nagrodzeni. Informatorzy to główna siła Nadzorców. Chwała Wielkiemu
Budowniczemu!”
[s.41]
Dwudziestoośmioletnia Caitlin Kitteredge
jest mieszkanką wiktoriańskiej posiadłości w zachodnim Massachusetts. Za
towarzystwo ma dwa koty i kilometry półek z książkami. Uwielbia filmy
historyczne i horrory. Oprócz „Żelaznego kodeksu” jest autorką również dwóch
bestsellerowych serii dla dorosłych „Black London” oraz „Nocturne City”. Jej
pasją jest również fotografia. H.P. Lovecraft Raymond Chandler czy Neil Gaiman
są dla niech inspiracją.
„Nie
mamy w życiu wiele czasu, a i tak zbyt często go marnotrawimy na rozmyślania i
wątpliwości.”
[s.333]
Książka przykuwa wzrok wpierw
mroczną i tajemniczą okładką, a później równie tajemniczym opisem. Nie sposób
jej ulec. Po prostu trzeba wziąć ją do ręki i zacząć czytać, a można zatracić
się w niej już od pierwszych stron. Klimat powieści jest wyczuwalny, wszędzie
można odczuć dotyk maszyn i wpływ Nadzorców na otaczający głównych bohaterów
świat.
„-
Dlaczego normalni ludzie to w większości szumowiny? – warknęłam.
– Dlatego, że szumowiny zawsze wypływają na wierzch – odparł chłopak.”
[s.358]
Aoife nie jest głupią nastolatką,
której jedynym zmartwieniem są ubrania i chłopacy. Ma wielki dar i umysł. Choć
wiele przeszła i wiele jeszcze przejdzie nie poddaje się łatwo. Nie chowa głowy
w piasek w najtrudniejszych momentach. Dąży do wyznaczonego sobie celu, dbając również
o bliskie jej osoby. A Dean? Dean to chłopak, któremu można ulec. Polubiłam go
o wiele bardziej, niż Cala, chłopca może się wydawać z dobrego domu, który nie
przeżył tego, co Aiofe, dlatego nie rozumie jej tak, jakby tego chciał. Owszem,
stara się, ale to nie jest to samo.
„Nie
wierzyłam w magię, lecz wtłaczane nam do głów zasady Nadzorców występowały
przeciwko znacznie ważniejszym rzeczom. Przeciwko ideom i wyobraźni. A nauka
bez wyobraźni jest bezużyteczna. W to właśnie wierzyłam.”
[s.51]
Zapewne niektórzy, a szczególnie
miłośnicy paranormal romance spytają, czy jest tu jakikolwiek motyw miłosny. A
jest, jest, ale nie gra on pierwszych skrzypiec w tej powieści. Jest, gdzieś
tam w tle później, ale nie przez całą książkę i nie skupia się ona na nim. Jest
on tylko ciekawym dodatkiem.
„-
Wariat to jedynie określenie nadawane ludziom, którzy nie chcą wieść życia
nudnego jak szara flanela. Takiego, jakiego się po nas spodziewają inni.”
[s.222]
Pierwsza część „Żelaznego kodeksu”
autorstwa Caitlin Kitteredge, to świetna antyutopia ukazująca świat maszyn i
świat pod rządami Nadzorców. Wciąga już od pierwszych stron dzięki ciekawemu
stylowi pisarskiemu autorki jak i samej historii, którą napisała. Miała ciekawy
pomysł i moim zdaniem w pełni go zrealizowała. Polecam ją wszystkim miłośnikom
fantastyki, antyutopii i czytelnikom pragnącym zapoznać się z „Żelaznym
cierniem”, a ja z niecierpliwością wyczekuję kontynuacji.  
„Cal
czekał na mnie przed wejściem.
– Wiedziałem, że cię tu znajdę – oznajmił. – Zawsze, kiedy masz kiepski, humor,
chowasz się na tej farmie moli.
– To nie jest farma moli, tylko biblioteka – westchnęłam”
[s.52]
___
Trylogia
„Żelazny
kodeks”
składa się z:
2. The Nightmare
Garden
3. The Mirrored
Shared
___
Za możliwość zapoznania się z „Żelaznym
Cierniem” dziękuję wydawnictwu Jaguar