Film, Recenzje

Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz (2014)

Kapitan Ameryka Zimowy żołnierz plakat filmowy
 
Reżyseria: Anthony Russo, Joe Russo
Tytuł: Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz
Oryginalny tytuł: Captain America: The Winter Solider
Data premiery: 26 marca 2014 (Polska) | 13 marca 2014 (świat)
Czas trwania: 2 godz. 8 min.
Obsada: Chris Evans, Scarlett Johansson, Samuel L. Jackson, Robert Redford, Anthony Mackie, Sebastian Stan,…
 
 

 
 
 

Obrońca narodu i celebryta tak uwielbiany podczas drugiej wojny światowej teraz musi zmierzyć się z intrygami, których jest głównym bohaterem. Czy uda mu się ujawnić spisek? Komu on zagraża? Kto za nim stoi? I czy połączenie sił z Czarną Wdową to na pewno dobry pomysł?

Zimowy żołnierz jest już drugą Marvelowską produkcją, na którą wybrałam się bez uprzedniego przygotowania. Choć Stevena Rogersa (Chris Evans) miałam już okazję obejrzeć w Avengers, to pierwszej części Kapitana Ameryki do tego momentu jeszcze nie widziałam, bo jakoś najmniej interesował mnie z tej całej grupy superbohaterów. Tak było do czasu, bo oczywiście zabierając się za pisanie, pomyślałam, że jednak warto byłoby zapoznać się z poprzednim filmem, aby móc jakoś się do niego odwołać.

Po seansie Pierwszego starcia mogę, więc stwierdzić, że Zimowy żołnierz zupełnie różni się od niego. Tam, jak zwykle zostajemy zaznajomieni z historią Rogersa i powstania słynnego i nieustraszonego Kapitana Ameryki. Można by powiedzieć, że jest to wstęp do właściwej akcji (a dokładniej do jakiejkolwiek akcji). Do czegoś, co można nazwać dużym „Wow! To było naprawdę świetne!”.

Jednym wielkim plusem jest akcja, a raczej ogrom akcji. Nie można narzekać nawet na odrobinę nudy, bowiem cały czas się coś dzieje – spiski, pościgi, walki. Film ten jest wolny od jakiegokolwiek wątku romantycznego, tak widocznego choćby w Iron Manie czy Thorze. Tutaj znajdziemy tylko pewne wspomnienia, ale nie pogoń i ochronę ukochanej za wszelką cenę. Smaku dodawała tylko relacja między Rogersem a Natashą Romanoff (Scarlett Johansson), jednak nie miały tutaj miejsca ckliwe sceny wyznań miłosnych. Dzięki temu tylko bliżej zapoznajemy się z psychiką i uczuciami bohaterów, co czyni ich bardziej ludzkimi i pozwala na chwilę odetchnąć od całej tej otoczki wspomnianej na początku.

Zimowym żołnierzu są obecne dwa wątki. Tak naprawdę akcja nie opiera się tylko na tym tytułowym bohaterze, ale z pewnością jego poczynania są najbardziej widocznie i wywierają największy wpływ na Kapitanie. Oprócz tego jednak widzowie zostają zagłębieni w organizację HYDRY, projekt „Wizja” czy też w tak charakterystyczną postać, jaką jest Dr Arnim Zola (Toby Jones).

Co mnie zaczęło denerwować już od pierwszych minut to napisy. Nie wiem, kto je robił, ale wiem jedno – powinien bardziej się przyłożyć, bo to co widziałam raniło moje oczy i chyba nie tylko moje, bo osoba, z którą byłam na seansie również zwróciła na to uwagę. Naprawdę nie po to ludzie idą na film z napisami, ażeby męczyć się przy ich czytaniu, bo już nie wiem, co jest w tym przypadku gorsze – napisy, które wołają o pomstę do nieba i najlepszych polonistów, czy może dubbing, który odbiera całą przyjemność z oglądania, bo kunszt aktora również polega na odpowiedniej dykcji, intonacji i wielu podobnych cechach, a które są odbieranie przez zupełnie inne osoby dające głos poszczególnym bohaterom, a który sprawdza się jedynie przy filmach animowanych i serialach dla młodszych nastolatek. Jednak te zastrzeżenia są skierowane do kinowej wersji. Na szczęście.

To co zaraz przeczytacie, dla niektórych, a raczej większości może być głupie, ale naprawdę warto zapoznać się najpierw z pierwszą częścią, bo wtedy wszystko układa się w spójną całość, a niektóre kwestie i dialogi nabierają zupełnie innego, bardziej głębszego znaczenia – tak jak choćby dla mnie była scena z Peggy (Hayley Atwell). Nieznajomość Pierwszego starcia jednak nie wpłynęła jakoś szczególnie na mój odbiór filmu, bo jestem zaznajomiona z filmami Marvela, więc wiem o co mniej więcej w nich chodzi. Nie żałuję jednak, że zaczęłam przygodę od Zimowego żołnierza, bo jest on o wiele lepszy od poprzedniej ekranizacji i to on był motywacją do obejrzenia go w całości. Jeśli już obejrzycie pierwszą część od razu zabierajcie się za tą, bo to jest Marvel, którego kocham – pełen zwrotów akcji, niepokoju, trudnych relacji, a nawet łez.

 
 
Ocena: 8/10
 
 
_____
Kapitan Ameryka:
1. Pierwsze starcie | 2. Zimowy żołnierz | 3. Wojna bohaterów
 
 
 
  • Uwielbiam filmy Marvera, ale jak na razie oglądnęłam dopiero z połowę filmów ich produkcji, a Kapitana Amerykę mam jeszcze przed sobą 😉

    namalowac-swiat-slowami.blogspot.com

  • "Zimowego żołnierza" mam już za sobą i powiem szczerze, że nie podobał mi się w takim stopniu jak powiedzmy Iron Man. Ale to może dlatego, że Kapitan Ameryka nie należy do moich ulubionych bohaterów.
    Pierwszą część niby chcę obejrzeć, ale coś się na razie nie zanosi 😛

  • Kapitan Ameryka to jeden z niewielu marvelowskich bohaterów, których szczerze nie znoszę. Wolę x-menów 🙂

  • Uwielbiam filmy Marvela, więc nie mogłam go sobie odpuścić. Rzeczywiście zdecydowanie lepszy od pierwszej części, choć i ją przydałoby się znać, przynajmniej po to, by móc połączyć ze sobą pewne wątki czy lepiej zrozumieć ich sens. Jestem ciekawa, co twórcy zaserwują nam w kolejnej części. 😉

  • Nie przepadam za takim kinem, ale X-Men: Pierwsza klasa też jest jedną z fajnych produkcją z tej grupy filmów 😉

  • Bardzo lubię komiksy i filmy Marvela. "Zimowy Żołnierz" jest, według mnie, o niebo lepszy od 1 cz.! 🙂 Już nie mogę doczekać się 3 cz.

    Pozdrawiam,
    Alpaka

  • Tea

    Film całkowicie nie w moich klimatach, więc podziękuję 😉

  • Mój ulubiony film Marvela ♥ Może dlatego, że gra tam Chris Evans ♥ Ale boję się trzeciej części 🙁

  • Mnie również film bardzo się podobał – właściwie to obie części.

  • Jeszcze nie widziałam, ale obejrzę na bank. Wszystko co od Marvela jest dobre 🙂

  • Pingback: Captain America: Pierwsze starcie (2011) - Pani Kultura()