Książka, Recenzje

Gra o miłość – Eve Edwards

gra o miłość Eve Edwards
 
Autor: Eve Edwards (strona autorki)
Tytuł: Gra o miłość
Seria: Kroniki rodu Lacey #3
Oryginalny tytuł: The Rogue’s Princess
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 19.02.2014
Stron: 296
Tłumaczenie: Małgorzata Fabianowska
 
 
 
„- Jak możesz wypowiadać cudze opinie, nie wyrabiając sobie własnej?” [s.49]

 

Skromna purytanka i sławny komediant. Uczucie pomiędzy tą parą jest niemożliwe, a może jednak? Miłość nie wybiera, ale jak tu ułaskawić swojego ojca najbardziej pobożnego i znanego handlarza znakomitymi tkaninami w mieście? Czy Kitowi Turnerowi uda się przekonać opiekuna Mercy Hart do jego prawdziwego uczucia, a nie chęci zysku? Czy to do końca prawda? Czy miłość tych dwojga przetrwa wszystkie przeciwności losu, czy jednak rodzina będzie dla Mercy ważniejsza?

Edwards napisała naprawdę świetną historię, choć temat ten jest zapewne, już dobrze znany i nie raz został już wykorzystany. Jednak ona zrobiła to w sposób niezwykle ciekawy, sprawiając, że Grę o miłość połknęłam zaledwie w kilka godzin. Duży wpływ mają na to także bohaterowie, których nie mogłam nie polubić. Każdy z nich przechodzi widoczną zmianę, ale co najważniejsze nie są oni po stokroć przesłodzeni. Za sprawą Mercy Hart można dowiedzieć się, co nieco o purytanizmie, tak rozpowszechnionym w XVI-wiecznej Anglii, zaś dzięki szczególnemu przywiązaniu Kita Turnera do teatru otrzymujemy kilka ciekawostek z nim związanych. A oprócz tego znajdziemy w nim kilka znanych osobistości, za co również jestem wdzięczna autorce, bo ten zabieg tylko urozmaicił całą powieść.

Gra o miłość jest dość przewidywalna, jednak nie przeszkadzało mi to w czerpaniu radości z lektury. Wszystko to pewnie za sprawą ciekawej historii i ciekawostek, których jest znacznie więcej niż w Demonach miłości, gdzie zwróciłam uwagę na fakt, iż jest za mało intrygujących nowinek z życia tudorowskiej Anglii, a za dużo ckliwego romansidła. Owego smaczku dodały także zabawy słowem, jakie Edwards poczyniła, a których wyjaśnienia mamy w przypisach. O, właśnie, przypisy! Jakże chylę czoła za dodanie ich, chociażby w ostatniej części. Naprawdę o wiele lepiej czyta się powieść, gdzie mamy informacje o autentycznych postaciach. Z jakim zainteresowaniem szuka się później czegoś więcej na temat danych osobistości. Dzięki temu z danej książki nie tylko czerpiemy pewne zadowolenie, ale także pobudzamy naszą ciekawość, o ile ktoś interesuje się ową tematyką.

Kroniki rodu Lacey wypadły naprawdę dobrze i już stały się moją ulubioną serią. Całe szczęście, że Edwards podniosła się po małym upadku, bo uratowało to ocenę całości. Z pewnością miło będę wspominać czas spędzony na zapoznawaniu się z tym rodem i nie wykluczam możliwości powrócenia do niej za kilka czy kilkanaście lat, kiedy najdzie mnie ochota na coś lekkiego z historycznym tłem Wielkiej Brytanii.

Jestem niesamowicie uradowana, że Eve Edwards uraczyła mnie taką literacką ucztą. Po chwili zwątpienia, po przeczytaniu drugiego tomu, miałam pewne obawy związane z Grą o miłość. Może dobrze, że podeszłam do niej z pewnym dystansem, bo dzięki temu po raz kolejny mogłam cieszyć się lekturą, która wyszła spod pióra tej Brytyjki. Jednocześnie ubolewam na faktem, że to już koniec, że nie spotkam się już z moimi ulubionymi bohaterami – Willem, Ellie, Kitem i Mercy. Nie dowiem się, co przyszykował dla nich los i jak potoczyła się ich przyszłość. Nie dowiem się nawet, co też spotka najmłodszego z braci Lacey – Tobiasa, który również jest intrygującą postacią. Wiem, że kontynuowanie podobno już skończonych serii w nieskończoność nie jest dobre, jednak czwarty tom, jako ostatni na znak czterech braci moim zdaniem byłby odpowiedni i dopełniłby całości. Liczę również na to, że znajdzie się miejsce także i dla pozostałych powieści Edwards na polskim rynku wydawniczym, bo trzeba przyznać, że jej książki naprawdę umilają czas.

Ocena: 7/10
 
 

„- Zaręczam ci, panienko, że nie znajdziesz muzyki, która brzmiałaby nieprzyzwoicie. Co innego słowa, te mogą prowadzić na manowce, lecz muzyka z samej swojej istoty będzie zawsze językiem aniołów.” [s.55]

~~~~

„- Tracisz czas, najdroższa. Z zakochanymi nie dyskutuje się o rozsądku.” [s.67]

~~~~

„Na świecie jest dość cierpienia, by jeszcze odmawiać sobie rzeczy, które pozwalają je załagodzić.” [s.78]

 
 
_____
Kroniki Rodu Lacey:
 
 
_____
 
Za możliwość zapoznania się z Grą o miłość dziękuję wydawnictwu EGMONT
wydawnictwo egmont logo
 
  • Nie słyszałam o tej książce :0
    Jednak nie jest to mój gatunek, mimo, że twoja recenzja bardzo zachęca do zaznajomienia się z lekturą, chyba sobie odmówię. 🙂

    recenzje-ksiazek-i-wiecej.blogspot.com

  • Ostatnio mnie ta książka prześladuje – wszędzie o niej piszą… Jednak nie dla mnie 🙂

  • Może Edwards da się przekonać i napisze jeszcze tom o Tobiasie, w końcu to całkiem sympatyczny chłopak był 🙂 Mnie się akurat ta część podobała najmniej, bo nie spodobała mi się przemiana Kita i ta niby waleczność Mercy… nie wiem, jakoś mnie do siebie nie przekonali :p

    • Mam nadzieję, bo jestem ciekawa, jak potoczyłyby się losy Tobiasa. 🙂
      A mnie właśnie bardziej do siebie przekonali niż para z poprzedniego tomu. Byli bardziej… hmm… normalni, mniej przesłodzeni. 🙂

  • Umówiłyście z Małą Mi na te same lektury? 😀
    Ja pani Edwards jeszcze nie znam, ale kiedyś pewnie poznam 🙂 Myślałam, że ta seria będzie więcej części miała.
    Nie znam bohaterów, ale też jestem jak najbardziej za tym, żeby sprawiedliwość była i Tobias też swoją książkę dostał 😀

  • Po tą książkę sięgnę, gdy tylko ją znajdę w księgarni 🙂

  • Nie pierwszą recenzję tej książki czytam. I mam ochotę sama też przeczytać.

  • Tea

    Chyba jednak skuszę się na całą serię 😉

  • Dużo słyszałam o trylogii pani Edwards i chyba będę musiała przeczytać. Czasami dobrze jest przeczytać jakąś typowo miłosną historię 🙂
    Z przyjemnością informuję Cię, że zostałaś nominowana do LBA 🙂 Więcej u mnie: http://recenzentka-carrie.blogspot.com/2014/04/liebster-blog-award-1.html

  • Pingback: Alchemia miłości – Eve Edwards - Pani Kultura()