Książka, Recenzje

Demony miłości – Eve Edwards

demony miłości Eve Edwards
 
 
Autor: Eve Edwards (strona autorki)
Tytuł: Demony miłości
Seria: Kroniki rodu Lacey #2
Oryginalny tytuł: The Queen’s Lady
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 6.11.2013
Stron: 360
Tłumaczenie: Małgorzata Fabianowska 
 
 
 
 
 
„- Nie zawsze bogactwo jest receptą na wszystko. Czasami przeciwnie, bywa przeszkodą.” [s.238]

 

Młoda lady Jane Rievalux po stracie swojego męża przenosi się na dwór królowej Elżbiety I. Chęć schowania się przed demonami, które ją prześladują, nie sprawia jednak, że one dają jej spokój. Jej rodzina, jak i jej małżonka nie daje o sobie zapomnieć, a do tego dochodzą tylko to nowe zmartwienia. Czy upora się z nimi? Czy James Lacey powróci na czas z dalekiej wyprawy? Czy ich uczucie przetrwa próbę czasu? Czy aby nie będzie już za późno, żeby ratować to, co dla nich najważniejsze?

Muszę się do czegoś przyznać… A mianowicie od momentu zakończenia pierwszego tomu Kronik Rodu Lacey zastanawiałam się czy kontynuacje będą jakoś z nią powiązane. Czy będzie to ciąg historii, a może historia będzie zupełnie o kimś innym? Po rozpoczęciu lektury nawet nie przyszło mi na myśl, że lady Jane Rievalux to jest TA Jane z poprzedniej części. Dopiero przy wspominaniu o pewnych wydarzeniach dane mi było przypomnieć sobie o tej dość ciekawej bohaterce.

Demony miłości jednak prezentują nieco słabszy poziom od Alchemii miłości. Tam główni bohaterowie, jakimi byli Will i Ellie byli mniej ckliwi, bardziej zabawni i naturalni. Tutaj autorka nałożyła duży nacisk na wątek miłosny, bo takowy miał miejsce aż przy dwóch parach. Nie wiem czy nie jest to odrobinę za dużo, jak na jedną powieść, bo niekiedy doznawałam uczucia przesycenia i zbytniego przesłodzenia. O ile James mnie ujął, bo i jego historia była ciekawa, tak Jane była jakaś bez życia. Z pierwszego tomu pamiętam ją, jako twardą dziewczynę, a teraz była lekko nie do zniesienia. Możliwe, że miały na to wpływ jej ostatnie przeżycia, jak i te przeciwności losu, których cały czas doświadcza. Całkiem możliwe, bo to naprawdę wiele dla tak młodej osoby. Jednak Ellie jest dla mnie lepiej zarysowaną postacią kobiecą, bardziej energiczną, charakterną i bardziej ludzką.

Demonach miłości znalazłam także miejsce na wyróżnienie najbardziej denerwujących bohaterów książkowych, z jakimi się dotychczas spotkałam. I nie jest to spowodowane złą kreacją, a wręcz przeciwnie, oni po prostu mieli tacy być. Dokładniej mam na myśli ojca Jane. Cóż to za człowiek! Nie wiedziałam, że można być aż tak nieobliczalnym i tak bezwzględnym. Chociaż nie… wiem, że bywają i tacy ludzie, ale zawsze mnie oni zaskakują swoją negatywną zaciekłością i dążeniem do obranego celu kosztem innych, nawet najbliższych.

Mam wrażenie, że wątek miłosny przysłonił historyczny. Oczywiście spotykamy się tutaj z królową Elżbietą I, otrzymujemy kilka ciekawostek z królewskiego rodu i zasad panujących na dworze, jednak jest to trochę za mało dla mojej osoby, która wręcz łaknie intrygujących nowinek z historii Anglii. Mam nadzieję, ze Eve Edwards w następnej części skupi się bardziej na właśnie tych sprawach nie przysłaniając nimi wszechobecnej miłości, która przezwycięży największe życiowe sztormy, jak uczyniła to w Demonach miłości

Cieszę się, że autorka nie zapomniała o pierwszoplanowych bohaterach z pierwszego tomu i po raz kolejny mogłam się z nimi spotkać, chociaż niestety krócej niż bym tego chciała. Dobre i to, ponieważ Ellie i Will są jedną z nielicznych książkowych par, które uwielbiam. Cieszę się, że mogłam dowiedzieć się, co u nich słychać i jak w skrócie potoczyły się ich dalsze losy.

Eve Edwards ponownie uraczyła mnie ciekawą powieścią z Anglią za czasów panowania dynastii Tudorów w tle. Szkoda tylko, że było w tym więcej romansu, aniżeli literatury historycznej, choć w takim stopniu, jak w Alchemii miłości. Po przemyśleniu i zwróceniu uwagi na wszystkie plusy i minusy muszę z przykrością stwierdzić, że Demony miłości są grosze od swojej poprzedniczki. Za dużo cukru, za dużo lukru, pomimo tych wszystkich życiowych zakrętów. Nie czytałam ich z takim zainteresowaniem, jak pierwszy tom. Mam nadzieję, że Gra o miłość, którą już na szczęście mam na półce, mnie nie zawiedzie i będę zadowolona z zakończenia trylogii Kronik rodu Lacey.

 
Ocena: 6/10
 
 
 

„Taki jest właśnie problem z najbliższą przyjaciółką – nie zapomina żadnych  twoich zwierzeń, chociaż powinna.” [s.24]

~~~~

„Tak to jest, kiedy człowiek czuje niechęć do samego siebie – pomyślał ponuro. – W pokrętnym odruchu pragnie wtedy zadawać innym ból, aby odczuli gorycz życia – a kiedy to uczyni, sam gorzko tego żałuje.” [s.70]

~~~~

„- Nie wiem, ale taka chyba jest natura człowieka, że zawsze chce mieć więcej.” [s.84]

~~~~

„Z jej własnego doświadczenia wynikało, że ludzie wolą widzieć cię tonącą w bagnie, niż podać pomocną dłoń.” [s.141]

~~~~

„Nic dziwnego, zwykle rodziny jednoczą się w kłopotach.” [s.364]

 
 
 
 
_____
Kroniki Rodu Lacey:
 
 
_____
Za możliwość zapoznania się z Demonami miłości dziękuję wydawnictwu EGMONT
wydawnictwo egmont logo
 
  • To ja odwrotnie – Jane polubiłam, za to James mnie strasznie wkurzał. A Diego Ci się nie podobał? 😛 Ja go uwielbiam!

    • Oj tak, Diega bardzo polubiłam, jednak nie na tyle aby stał się moją ulubioną postacią. 😛

  • Jestem coraz mniej pewna co do tej serii. Jeszcze się nad nią porządnie zastanowię…

    weronine-library.blogspot.com

  • Jestem świeżo po lekturze pierwszej części i całkiem mi się podobała. Mam nadzieje, że drugą, którą właśnie czytam, odbiorę nieco lepiej niż Ty.

    • A nawet jeśli, nie zrażaj się. Recenzja ostatniego tomu już niedługo będzie na blogu, więc będziesz mogła dowiedzieć się, co mam dokładnie na myśli. 🙂

  • Książki Eve Edwards mogą pochwalić się świetną oprawą graficzną, ale ich treść raczej mnie nie interesuje. Tudorowie zaczynają mi się już przejadać. 🙂

  • Lektura tych książek przede mną. Jestem ciekawa czy mnie się spodobają…

  • Widzę, że zachwycająca nie jest

  • Tea

    A miałam ochotę na tę serię, ale tak coraz częściej czytam niezbyt pochlebiające opinie, więc w sumie nie wiem czy czytać czy nie 😉

  • Ta seria nie zbiera jakoś może wybitnie wysokich ocen, ale i tak mam na nią ochotę.

  • Pingback: Podsumowanie kwietnia 2014 - Pani Kultura()

  • Pingback: Alchemia miłości – Eve Edwards - Pani Kultura()

  • Pingback: Gra o miłość – Eve Edwards - Pani Kultura()